Triathlonista Rafał Borowiak po raz kolejny udowodnił, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zaczął nowy sezon od wyjazdu do Stanów Zjednoczonych i 20 kwietnia wziął udział w kultowym maratonie w Bostonie.

To jeden z najstarszych i najbardziej prestiżowych maratonów na świecie, który organizowany jest zawsze w kwietniu w terminie amerykańskiego święta „Patriot’s Day”, czyli „Dnia Patriotów”. Warto podkreślić, że tegoroczna edycja była wyjątkowa, bo impreza obchodziła swoje 130-lecie!

Słubiczanin możliwość startu zapewnił sobie jeszcze w zeszłym roku. Wszystko dzięki udanemu udziałowi w innym amerykańskim maratonie w Chicago. – Tam uzyskałem bezpośrednią kwalifikację i udało się uniknąć losowania – opowiada zawodnik.

Rafał Borowiak po raz kolejny w karierze złamał magiczną barierę trzech godzin i na mecie w Bostonie zameldował się z czasem 2:59:06. – Łatwo nie było, bo w trasa jest tam wymagająca. Za półmetkiem są liczne podbiegi. To skutkowało tym, że wielu zawodników po 35 km schodziło z trasy, łapały ich skurcze – relacjonuje.

Dla naszego triathlonisty to już czwarty tzw. major maraton po Berlinie, Nowym Jorku i Chicago. – Zostały mi jeszcze dwa do zrobienia, aby zdobyć koronę największych światowych maratonów. Do wyboru mam Londyn, Tokio i Sydney – mówi z dumą R. Borowiak.