Słubice: 24 czerwca 2017   |   Imieniny: Danuta, Emilia, Jan
Słubice24.pl Wiadomości Aktualności Kim jest 'milionerka' ze Słubic? Rozmowa z Iloną Rasińską
reklama
reklama

Kim jest 'milionerka' ze Słubic? Rozmowa z Iloną Rasińską

Przez dwa dni słubiczanie z wypiekami na twarzy śledzili jej zmagania w teleturnieju "Milionerzy" nadawanym w stacji TVN. Ilona Rasińska, co prawda okrągłego miliona nie wygrała, ale wszyscy możemy być z niej dumni. Do domu wraca bogatsza o 250 tys. złotych i moc niezapomnianych wrażeń.

ilona rasinska

Jej udział w programie to była niespodzianka. Wiedziało o nim bardzo niewiele osób, co zresztą jest jednym z wymogów jakie stacja TVN stawia wobec graczy. Tuż po rozpoczęciu programu na gorąco zachęcaliśmy naszych czytelników do oglądania i kibicowania mieszkance Nowego Lubusza. Po emisji "Milionerów" postanowiliśmy się z nią spotkać i zapytać o wrażenia z tej niezapomnianej przygody.

Z Iloną Rasińską rozmawia red. naczelny Słubice24 Marcin Kiedrowicz.

Jak w ogóle doszło do tego, że znalazła się Pani twarzą w twarz z Hubertem Urbańskim?

Odkąd sięgam pamięcią zawsze uwielbiałam różnego rodzaju teleturnieje. Często oglądamy je razem z mężem, śledziliśmy także pierwszą edycję Milionerów. Gdy ruszyła rekrutacja do nowej odsłony tego programu, nie wahałam się ani chwili. Najpierw wypełniłam formularz na stronie, potem przeszłam testy telefoniczne. Gdy do mnie zadzwonili z zaproszeniem do programu, nie mogłam uwierzyć. Do tej pory nie miałam nigdy szcześcia w żadnych losowaniach, nie znalazłam na ulicy złamanego grosza, a w totka ledwie dwa razy wygrałam trójkę.

Gracze muszą wykazać się rozległą wiedzą i znajomością wielu dziedzin naszego życia. Czy przygotowywała się Pani do tego występu w jakiś specjalny sposób?

Może to zabrzmi niewiarygodnie, ale nie. Nie miałam żadnego planu. Bardzo dużo czytam, mam dobrą pamięć, śledzę na bieżąco to, co dzieje się w kraju i na świecie. Uznałam, że to wystarczy i spróbuję. To jest teleturniej dla normalnych ludzi, nie trzeba być profesorem czy omnibusem.

Zanim zasiadła Pani na upragnionym fotelu, musiała Pani przejść jeszcze eliminacje bezpośrednio w studio. Jak Pani to wspomina?

Niestety nie jest u mnie zbyt dobrze z refleksem. Całe szczęście zanim z innymi zawodnikami przystąpiliśmy do gry, przeszliśmy specjalne szkolenie z obsługi urządzenia i odpowiadaliśmy na próbne pytania. Gdy już doszło do decydującej próby, okazało się, że jako jedyna odpowiedziałam poprawnie i mogę przystąpić do gry o milion złotych.

Podczas odpowiadania na kolejne pytania wyglądała Pani na pewną i spokojną.

Bo pytania na które trafiałam były dla mnie stosunkowo łatwe. W tym programie trzeba mieć nie tylko wiedzę, ale przede wszystkim dużo szczęścia. Mi ono dopisało. Syn mi nawet powiedział, że robiłam miny jakbym była zdziwiona, że ktoś może tego nie wiedzieć. Starałam się odpowiadać konkretnie. Jak wiem, to wiem. Choć nie ukrywam, były momenty, że zastanawiałam się dłużej nad odpowiedzią, która z początku wydawała mi się oczywista.

A czy czegoś obawiała się Pani w trakcie programu?

Tak. Tego, żeby nie zrobić z siebie przysłowiowego głąba i nie paść na pierwszym pytaniu. Gdy człowiek ma świadomość, że oglądają go miliony widzów, do tego gra się o wysoką stawkę, jest presja czasu, to wszystko powoduje, że można zapomnieć odpowiedzi nawet na z pozoru banalne pytanie. Mnie na szczęście udało się opanować stres i emocje. Cieszyłam się także, że nie padło pytanie z zakresu matematyki. To zdecydowanie nie moja bajka.

Jednym z bardziej rozpoznawalnych elementów "Milionerów" są tzw. koła ratunkowe. Kogo Pani wskazała w "telefonie do przyjaciela"?

To musi być osoba zaufana, która nie tylko ma wiedzę i może pomóc przy pytaniu, ale przede wszystkim dochowa tajemnicy i nikomu nie zdradzi informacji o udziale w programie. Nie mogłam dać przecież ogłoszenia na Słubice24, że szukam kogoś do pomocy w Milionerach (śmiech). Pierwotnie miał to być mój mąż, ale niestety nie mógł tego dnia, gdy nagrywaliśmy program. Ostatecznie padł wybór na siostrę męża.

ilona milionerzy

A jak Pani wspomina samo nagranie i pobyt w telewizyjnym studio? Co ciekawego działo się za kulisami?

Za wiele zdradzić nie mogę, bo obowiązuje mnie tajemnica. Jednak mogę spokojnie powiedzieć, że pracują tam naprawdę super ludzie. Cały czas panowała świetna atmosfera, a sam Hubert Urbański to fantastyczny facet. Serdeczny i przyjazny, w żaden sposób nie dający odczuć, że jest znaną osobą i gwiazdą telewizyjną.

Dobra zabawa to jedno, ale przecież walczyła Pani o konkretne pieniądze.

Nie nastawiałam się jakoś specjalnie. Kiedyś powiedziałam mężowi, że jeżeli trafię na krzesło do tego programu, to poniżej 125 tys. nie schodzę. Tu doszłam aż do 250 tysięcy i mogłam zgarnąć nawet dwa razy więcej, ale po namyśle postanowiłam zakończyć grę.

I właśnie o ten kluczowy moment chcieliśmy zapytać. Po poprawnej odpowiedzi na 10 pytanie miała Pani w kieszeni ćwierć miliona złotych. Po chwili mogła Pani podwoić tę stawkę. Dlaczego się Pani wycofała? Wyglądało na to, że zna Pani odpowiedź.

Odpowiedzi byłam bardziej niż pewna, co się zresztą później potwierdziło. Miałam to na czubku języka i strasznie kusiło Jednak moje zapędy przystopowała pamięć o podobnej sytuacji z wcześniejszego programu, gdy uczestniczka grała także o pół miliona. Miała pytanie o słynny obraz "Pomarańczarki". Odpowiedź wydawała się wszystkim oczywista, a okazała się inna. Kobieta straciła wszystko. Nie chciałam popełnić jej błędu.

Do domu wróciła Pani z solidnym zapasem pieniędzy. Czy już Pani wie na co je przeznaczy?

Oj tak, przydadzą się i to bardzo. Takiej kwoty na oczy w życiu nie widziałam. Oczywiście z tej sumy będą musiała jeszcze zapłacić podatek. Za pieniądze w wygranej chcemy z mężem dokończyć budowę domu. Część przeznaczymy także na rozkręcenie swojego biznesu. Obecnie pracuję w Niemczech w charakterze pomocy hotelowej, ale od dawna mam marzenie o własnej działalności. Dzięki wygranej będą mogła je spełnić.

Coś by Pani chciała przekazać od siebie na zakończenie naszej rozmowy?

Tak, bardzo chcę podziękować wszystkim, którzy mnie zasypali stosem smsów, telefonów, gratulacji. Zostałam nawet rozpoznana na zakupach przez obce osoby, które mi gratulowały. To bardzo miłe. Czuję się bardzo dowartościowana. Dziękuję także wszystkim, którzy mnie oglądali i trzymali kciuki. A udział w programie polecam każdemu, warto spróbować. Powalczyć o milion może naprawdę każdy.

Dziękuję bardzo za rozmowę.
 

Chcesz dodać komentarz do artykułu? Zaloguj się lub zarejestruj swoje konto na portalu.

Reklama
Reklama

Ostatnie komentarze

Sonda internetowa

Czy popierasz budowę mariny rzecznej w Słubicach?
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama