Słubice: 25 marca 2019   |   Imieniny: Maria, Wieńczysław, Ireneusz
reklama
reklama

Bielnik wosku – historia firmy i osobisty apel Udo Harttunga

Niezagospodarowana działka naprzeciwko Urzędu Miejskiego w Słubicach kryje w sobie ciekawą historię. To tu wznosiło się najstarsze przedsiębiorstwo przemysłowe Dammvorstadt i całego Frankfurtu. Potomek dawnych właścicieli od lat szuka pamiątek rodzinnej przeszłości...

Historia przedsiębiorstwa 1749-1945

Dawna fabryka wyrobów z naturalnego pszczelego wosku, nazywana w skrócie bielnikiem, znajdowała się w okolicach dzisiejszej ul. Konstytucji 3 Maja (wówczas An der Wachsbleiche, krótko po wojnie ul. 3 Maja, potem ul. Dzierżyńskiego, a od 1987 r. pod obecną nazwą). Po wojnie teren służył garnizonowi wojskowemu Słubice, m.in. jako czołgowisko, zaś w chwili obecnej znajduje się w dyspozycji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Co jakiś czas pojawiają się różne pomysły na zagospodarowanie tego terenu, np. pod budowę krytego basenu.

Pierwszy tego typu bielnik wosku powstał w regionie ok. 1516 r. Początek tutejszej manufaktury datuje się jednak na rok 1749, kiedy to powstała ona za sprawą ówczesnego nadburmistrza Frankfurtu nad Odrą – Theringa. Bielnik był najstarszym przedsiębiorstwem na terenie Dammvorstadt, czyli przedwojennych Słubic, ale i całego Frankfurtu nad Odrą.

W 1777 r. manufaktura przeszła na własność rodzinnej firmy Harttung, później Harttung & Söhne, co zostało potwierdzone specjalnym aktem dzierżawy, podpisanym 21 listopada 1789 r. przez samego króla Prus Fryderyka II Wielkiego. Dokument ten był powodem do dumy całej rodziny Harttungów. Ostatnim znanym miejscem przechowywania aktu był sejf w zakładzie firmowym nr 3, jednak jego losy po 1946 r. nie są niestety znane. Na zdjęciu poniżej: podczas wycieczki po historycznych miejscach Słubic prezentuję herb rodu Harttungów oraz kopię aktu dzierżawy z podpisem króla Fryderyka II (fot. Damian Utracki).

01

Natychmiast rozpoczęto produkcję wosku do celów liturgicznych oraz sztucznych, sześciokątnych plastrów do miodu. Pszczeli wosk, który w swej naturalnej formie ma barwę żółtą, musiał blaknąć na słońcu (stąd też nazwa bielnik). Instalacje bielnika dały zaś nazwę pobliskiej ulicy An der Wachsbleiche, czyli okolicy dzisiejszego domu doktoranta UAM przy ul. Konstytucji 3 Maja. W 1935 r. wskutek rozbudowy koszar wojskowych produkcję wosku musiano przenieść do zakładu nr 2 przy nieistniejącej już Leopoldstraße (dziś ul. Dąbrówki i fragment ul. Słowackiego), zaś ok. 1942 r. - do zakładu nr 3 przy Holzhofstraße 7-10 (ob. ul. Kopernika).

02

Świece kościelne wytwarzane przez firmę Harttungów ważyły nawet do 20 kg. Ponadto produkowano świece luksusowe, oświetlenie choinkowe, lampki iluminacyjne, pochodnie, masy froterujące i inne. Prowadzono punkt wysyłkowy artykułów pszczelarskich, a fabrykaty eksportowano nie tylko do krajów europejskich, ale i do Afryki, Ameryki Południowej oraz Azji.

W 1927 r. hucznie świętowano 150. rocznicę istnienia firmy Harttung & Söhne. Do zakładu można było się dodzwonić wykręcając numer 2093. Firma posiadała konto żyrowe w Reichbanku oraz konto bankowe w Oderbank Frankfurt (Oder). Na zdjęciu poniżej: portrety przedstawicieli rodu Harttungów oraz schemat działania bielnika wosku.

03

Pod koniec lutego 1945 r. Harttungowie uciekli przed frontem do Lipska. 31 grudnia 1945 r. wrócili do Frankfurtu, ale wolnego wstępu na prawy brzeg Odry więcej już nie było. Przejścia przez drewniany most strzegli radzieccy żołnierze. Po przejściu Słubic pod administrację polską rodzina Harttungów otrzymała nawet propozycję dalszego prowadzenia fabryki, jednakże pod warunkiem przyjęcia polskiego obywatelstwa (sic!). Ze względu na brak ściślejszych związków z Polską oraz nieznajomość języka polskiego propozycja ta nie została jednak przyjęta.

Harttungowie wznowili produkcję na lewym brzegu Odry, ale nie mogli odnaleźć się w powojennych warunkach wschodnich Niemiec, gdzie dość silnie dławiono prywatną przedsiębiorczość. 5 grudnia 1947 r. urząd miejski we Frankfurcie nad Odrą wystosował do Harttungów pismo gratulacyjne z okazji 170 lat działalności firmy, jednak warunki geopolityczne nie sprzyjały dalszej aktywności. W 1953 r. rodzina opuściła miasto i przedostała się do kapitalistycznej RFN.

Udo Harttung i jego związki ze Słubicami

Potomek rodu Udo Harttung mieszka obecnie w Ingolstadt w Górnej Bawarii i kontynuuje rodzinną tradycję. Do dziś produkuje wyroby z pszczelego wosku, choć oczywiście nie na tak zakrojoną skalę jak rodzinny zakład do 1945 r. 11 marca 2008 r. został jednogłośnie przyjęty w poczet członków Towarzystwa Historycznego we Frankfurcie nad Odrą. 25 października 2011 r. wygłosił wykład w siedzibie Museum Viadrina i opowiedział wiele ciekawych anegdot z historii przedsiębiorstwa. Każdemu z gości spotkania podarował zaś ręcznie robioną świecę wyprodukowaną w swoim zakładzie.

04

Udo Harttung przyznał podczas spotkania, że regularnie odwiedza zarówno Słubice jak i Frankfurt nad Odrą. Jak tylko czas i zdrowie mu na to pozwalają, odwiedza cmentarz komunalny w Słubicach i zapala symboliczny znicz tuż pod ostatnim przęsłem kamiennego muru, tj. w miejscu, w którym niegdyś znajdował się okazały grób jego rodziny. Przy tej okazji rozwiązała się też zagadka tajemniczego, starszego Niemca, który niemal każdego roku widziany jest na słubickim cmentarzu (pisałem o tym w artykule „Tajemnice cmentarza komunalnego w Słubicach” z 04.10.2010: http://slubice24.pl/poznaj-slubice/slubice-wczoraj-i-dzis/1844-tajemnice-cmentarza-komunalnego-w-slubicach). Tym Niemcem był i jest właśnie Udo Harttung!

Jeszcze w 1966 r. tablica nagrobna Harttungów znajdowała się nienaruszona w specjalnej wnęce wspomnianego przęsła. Jedynym nieprzyjemnym incydentem tamtego okresu były próby przegonienia gości zza Odry przez komunistyczną bezpiekę, a konkretnie przez pewnego „smutnego pana” w skórzanym płaszczu... Widok cmentarza zastany w 1967 r. był już o wiele bardziej przygnębiający. Tablica nagrobna Harttungów została wyrwana z wnęki przez tzw. „nieznanych sprawców” i leżała nieopodal, potłuczona na mniejsze kawałki.

Pośredni związek Udo Harttunga ze Słubicami to także wspólny projekt Słubic i Frankfurtu nad Odrą o nazwie „Rekonstrukcja wieży Kleista w Słubicach i domu Bollfrasa we Frankfurcie nad Odrą” - projekt zapisany m.in. w Słubicko-Frankfurckim Planie Działania na lata 2010-2020. W tzw. domu Bollfrasa, który ma zostać zrekonstruowany w pobliżu frankfurckiego kościoła mariackiego, siedzibę miała bowiem fundacja rodziny Harttungów, tzw. Dr. Harttung-Stiftung.

Prośba o zwrot rodzinnych dokumentów, choćby ich kopii

Udo Harttung od lat próbuje dotrzeć do zaginionych dokumentów, wydobytych tuż po wojnie z zakładowego sejfu. Współczesna wiedza na temat przedsiębiorstwa bazuje wyłącznie na rodzinnych wspomnieniach oraz na wycinkach prasowych z nieukazującej się już „Frankfurter Oderzeitung”. Z każdym rokiem szanse na odnalezienie firmowych dokumentów wydają się coraz mniejsze, jednak Harttung nie traci nadziei. Szczerze wierzy, że dokumenty te mogą cudownie odnaleźć się w domowym archiwum któregoś ze słubickich pionierów lub potomków któregoś z pierwszych słubickich urzędników.

W archiwum Urzędu Miejskiego w Słubicach źródeł tych z pewnością już nie ma, jeśli w ogóle kiedykolwiek tam były. Jak można wyczytać ze wspomnień Stefana Chmielewskiego, zawartych w tekście Katrin Lechler „Überall in der Stadt lagen Federn” (Märkische Oderzeitung z 25.07.2003), zasoby archiwum słubickiego ratusza zostały mocno uszczuplone co najmniej dwa razy: w 1949 r., kiedy to archiwalne zbiory niewystarczająco dobrze uchroniono przed wodą Odry oraz w 1975 r., kiedy to wskutek reformy administracyjnej kraju zawartość wielu szaf wywieziono wprost do Gorzowa Wielkopolskiego.

W 1995 r. doszło nawet do spotkania Udo Harttunga z pracownikami słubickiego ratusza Renatą Pigan oraz Stefanem Chmielewskim, jednak nie przyniosło ono raczej wymiernych efektów. W Gazecie Słubickiej ukazał się jedynie artykuł pt. „Powrót do korzeni”, a w nim następujący apel: „Za pośrednictwem GS pan Harttung prosi o kontakt osoby, które mogłyby mu pomóc w odnalezieniu rodzinnych pamiątek”.

Pomimo upływu 17 lat od tamtej publikacji prośba Udo Harttunga pozostaje wciąż aktualna. Na osobistą prośbę zainteresowanego postanowiłem ją ponowić, tym razem na łamach działu „Słubice wczoraj i dziś”...
 

Chcesz dodać komentarz do artykułu? Zaloguj się lub zarejestruj swoje konto na portalu.

Reklama

Informacje o autorze

Roland Semik - rocznik 1984, z wykształcenia prawnik z zakresu prawa polskiego i niemieckiego; z zamiłowania historyk, regionalista i dziennikarz obywatelski.
roland_semikKontakt: [email protected]

Najchętniej czytane

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama