Słubice: 23 października 2019   |   Imieniny: Marty, Marcina, Rafała
reklama
reklama

Kolejny słubiczanin z pełnym Ironmanem!

Dobre wieści z triathlonowych aren. Kolejny ze słubickich „facetów z żelaza” zaliczył pełnego Ironmana. Z tym niełatwym dystansem zmierzyli się w estońskim Tallinie Marek Hubko i Szymon Łyżwiński.

iron tallin
S. Łyżwiński i M. Hubko

Dla M. Hubko to był drugi start w karierze na dystansie pełnego Ironmana (3,8 km pływania, 180 km jazdy rowerem i na koniec maraton, czyli 42,195 km do przebiegnięcia). Pierwszy raz dystans ten zaliczył w 2017 roku w Wolsztynie, kiedy to osiągnął czas 10 godzin, 16 minut i 54 sekund.

Tym razem, wspólnie ze znacznie młodszym, ale utalentowanym Szymonem Łyżwińskim, postanowili sprawdzić się podczas prestiżowych zawodów Ironman Tallin w Estonii. Dla Szymona, w którym wielu upatruje następcę najbardziej utytułowanego ze słubickich triathlonistów Rafała Borowiaka, był to pierwszy w życiu start w pełnym Ironmanie.

Pierwszy, ale za to z jakimi przygodami! – Mówi się, że ukończyć pełnego IM, to znaczy zwyciężyć, więc chyba zwyciężyłem – mówi z uśmiechem. Dwa dni przed zawodami spędził noc w szpitalu pod kroplówką, ale to go nie złamało. Nie poddał się także, gdy kłopoty przytrafiły się w trakcie zawodów – Najpierw złapałem gumę na rowerze i straciłem 20 minut czekając na nowe koło. Z kolei podczas biegu dopadły mnie kłopoty żołądkowe, ale mimo to walczyłem dalej – opowiada.

Na metę wbiegł z czasem 10 godzin, 43 minuty i 21 sekund. Wynik jak na debiutanta bardzo dobry, na dodatek udało mu się wskoczyć na podium w kategorii M18-24, w której zajął drugie miejsce.

iron tallin3
Szymon Łyżwiński na mecie

Jego starszy kolega również pokazał hart ducha, jak na „człowieka z żelaza” przystało. Trzy tygodnie przed imprezą Marek Hubko nabawił się kontuzji łydki, która postawiła jego wyjazd do Estonii pod znakiem zapytania. Nie poddał się jednak i postanowił wziął udział w rywalizacji. Na ostatnim etapie, czyli podczas biegu, kontuzja jednak się odnowiła.

- Niestety ból był zbyt duży, nie mogłem dalej biec. Szybka kalkulacja i zdecydowałem się, że ostatnie 20 km pójdę… chodem sportowym - opowiada Marek Hubko. Nie było to dla niego nic nowego, bo w młodości Marek uprawiał tę właśnie dyscyplinę sportu w barwach Lubusza Słubice. - Minęło 30 lat od ostatniego chodzenia. Miałem trochę za miękkie buty, no i krok już nie taki długi jak kiedyś. Ale jakoś doczłapałem się do mety – żartuje. To „człapanie” całkiem dobrze mu poszło, bo jego rezultat to 10 godzin 51 minut i 19 sekund.

Zarówno podczas przygotowań, jak i w trakcie zawodów obaj słubiczanie mogli liczyć na solidne wsparcie. - Miałem swoich fanów w okolicy mety i na nawrotach. Była wrzawa i głośny doping – opowiada M. Hubko. – Ja chciałbym podziękować dla wszystkich, którzy mi pomagali, szczególnie rodzicom, dziewczynie Natalii i mojemu trenerowi – podsumowuje S. Łyżwiński.

Obu naszym zawodnikom gratulujemy i życzymy dużo zdrowia!
 

Chcesz dodać komentarz do artykułu? Zaloguj się lub zarejestruj swoje konto na portalu.

Reklama
Reklama

Ostatnie komentarze

Sonda internetowa

Czy budowa ronda na drodze do Kunowic to dobry pomysł
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama