Słubice: 21 stycznia 2018   |   Imieniny: Agnieszka, Inez, Jarosław
reklama
reklama

10 lat w Schengen. Jak żyjemy bez granicznych kontroli?

Dziś mija dokładnie 10 lat do momentu, gdy Polska weszła do strefy Schengen. Skończyły się kontrole graniczne, a kraje Unii Europejskiej stanęły przed nami prawdziwym otworem. O tym co Słubicom dała ta kluczowa zmiana, pisze Beata Bielecka, rzecznik Urzędu Miejskiego w Słubicach.

schengen 1

Most na Odrze między Słubicami i Frankfurtem to dziś fragment zwykłej drogi, którą pokonują codziennie tysiące osób. Są wśród nich młodzi ludzie uczący się po obu stronach granicy, osoby pracujące w Niemczech, Polacy i Niemcy odwiedzający sąsiadów zza rzeki. Po moście jeździ transgraniczny autobus, po Odrze pływa Zefir…Ale nie zawsze tak było. Zanim 21 grudnia 2007 roku weszliśmy do strefy Schengen kontrole graniczne były niczym hamulec, który utrudniał współpracę i ograniczał możliwości poznania ludzi mieszkających po drugiej stronie granicy.

Najpierw wejście Polski do Unii Europejskiej, a potem do strefy Schengen sprawiło, że na polsko-niemieckim pograniczu zapanowała normalność. Skończyło się dzielenie ludzi na lepszych i gorszych Europejczyków, patrzenie na siebie z nieufnością, która karmiła się stereotypami. Po latach ocierania się o siebie i uczenia się siebie, słubiczanie i frankfurtczycy stworzyli dwumiasto, o którym wspólnie decydują. I, z którego są dumni.

To dało nową energię!

Burmistrzowie Słubic i Frankfurtu: Tomasz Ciszewicz i dr Martin Wilke nie wyobrażają sobie, żeby można było ponownie zaciągnąć hamulec i wrócić do rzeczywistości przed Schengen. – Zniesienie kontroli granicznej miało dla rozwoju naszych miast kolosalne znaczenie – podkreśla T. Ciszewicz. – Płynny ruch na granicy sprzyja gospodarce. Inwestorzy chętnie lokują u nas swoje biznesy. Nie mamy już w Słubicach prawie w ogóle wolnych terenów inwestycyjnych. Sąsiedztwo granicy i łatwiejsze jej pokonywanie sprawiło, że do kilku procent spadło u nas bezrobocie, bo wiele osób znalazło zatrudnienie w Niemczech. Po liczbie zagranicznych gości odwiedzających nasze sklepy czy restauracje, widać jak rozwija się handel i usługi. Gdyby Polska nie weszła do Schengen moglibyśmy tylko marzyć o takiej dynamice wzrostu gospodarczego. I o takich rozwiązaniach jak transgraniczny autobus, który kursuje między naszymi miastami, wspólnym ciepłociągu czy Zefirze, naszym turystycznym statku, który pływa po Odrze. Swobodne przejście do sąsiadów sprzyja też integracji mieszkańców, współpracy przedszkoli i szkół, wspólnym imprezom kulturalnym i sportowym – wylicza T. Ciszewicz. - Nikogo już też nie dziwi, że słubiczanie mieszkają we Frankfurcie, a Niemcy osiedlają się u nas. Schengen dało nam nową energię do działania – mówi burmistrz.

Nadburmistrz Frankfurtu dr Martin Wilke podkreśla, że przystąpienie Polski do strefy Schengen oprócz pożądanych ułatwień w ruchu turystycznym sprawiło, że relacje gospodarcze pomiędzy naszymi krajami weszły w nowy etap w zakresie współpracy transgranicznej. - Dobra sytuacja gospodarcza w Europie jest także skutkiem likwidacji barier handlowych. Również pod względem społecznym otwarcie granic dostarczyło nowych bodźców. W naszym dwumieście ludzie zbliżyli się do siebie, w wielu dziedzinach współpracują ze sobą. Coraz bardziej popularna staje się nauka języka sąsiada, bo kompetencje językowe odgrywają coraz ważniejszą rolę na rynku pracy i uznawane są za ważną kwalifikację. W mojej ocenie Schengen doprowadziło do okresu rozkwitu w polsko - niemieckich relacjach i wzmocniło Europę – mówi dr M. Wilke.

Dwumiasto wykorzystanych szans

Fakt, że Odra przestała dzielić, znakomicie umieją wykorzystywać też mieszkańcy. – Dzięki temu, że bez stania w kolejkach można dziś przejechać granicę, zdecydowanie zwiększyła się nam liczba klientów – mówi Paweł Sławiak, szef Stowarzyszenia Kupców Targowisk Miejskich Odra w Słubicach. – Schengen nakręciło koniunkturę, która utrzymuje się do dziś. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy wyszli z Schengen. Dla nas to by była katastrofa, bo 96 proc. naszych klientów stanowią Niemcy. Dzięki nim jesteśmy największym zakładem pracy w Słubicach. Bezpośrednio dajemy zatrudnienie 600- 900 osobom, ale pośrednio dużo większej liczbie, bo przecież trzeba jeszcze pamiętać o naszych dostawcach – dodaje P. Sławiak.

Radna Krystyna Baczyńska uważa, że plusy wejścia Polski do strefy Schengen można by wymieniać w nieskończoność. Zwraca jednak uwagę na coś, co w jej ocenie ma niebagatelne znaczenie dla rozwoju naszego dwumiasta. - To są kontakty ludzi – mówi. Dzięki nim udało się rozprawić z wieloma stereotypami, które utrudniały współpracę i hamowały chęć poznania sąsiadów.

schengen 2

Tomasz Pilarski dyrektor Słubickiego Miejskiego Ośrodka Kultury pamięta czasy, gdy most na Odrze bardziej dzielił niż łączył. Potrzeba było lat, żeby to zmienić. - Układ z Schengen bardzo nam w tym pomógł. Brak kontroli na granicy nie tylko wpłynął na komfort życia. Fakt, że na granicy nie ma kontroli powoduje, że słubiczanie i frankfurtczycy częściej się odwiedzają i identyfikują się jako mieszkańcy dwumiasta – mówi. Schengen sprawiło, że Odra przestała dzielić, a zaczęła łączyć. - Obrazek ludzi swobodnie spacerujących po moście, w czasie na przykład Miejskiego Święta Hanzy, jest najlepszą rekomendacją umowy z Schengen jaką można sobie wymarzyć – podkreśla T. Pilarski.

Mieszkańców pogranicza zbliża nie tylko kultura. Zbigniew Sawicki, prezes Słubickiego Ośrodka Sportu i Rekreacji opowiada o wielu wspólnych imprezach, w których biorą udział słubiczanie i frankfurtczycy. Jedną z nich jest choćby, odbywający się w ramach Miejskiego Święta Hanzy, „Bieg bez granic”. Trasa biegu prowadzi przez dwa miasta, ale żeby ją całą pokonać trzeba najpierw pokonać Odrę. - Gdyby na moście nadal stali pogranicznicy ten bieg mógłby pozostać tylko w sferze marzeń – mówi prezes SOSiRu. Podobnie byłoby m.in. z zawodami na polu golfowym. – Mamy w klubie golfowym 100 członków z Niemiec. Gdyby za każdym razem, chcąc pograć u nas, musieli stać w kolejce na granicy, ten klub nigdy by się tak nie rozwinął – uważa Z. Sawicki.

Otwarta granica to też nieograniczone możliwości współpracy dla naszych przedszkoli i szkół. Podkreśla to m.in. Danuta Nowak, dyrektor Gimnazjum nr 2, które od wielu lat, wspólnie z Gimnazjum Karola Liebknechta z Frankfurtu, realizuje polsko-niemiecki projekt edukacyjny „Latarnia”. Dzięki niemu młodzież z obu szkół ma wspólne lekcje m.in. matematyki i plastyki, bierze udział w zajęciach pozalekcyjnych, które oferują obie szkoły. Podczas wspólnych spotkań uczniowie wymieniają się też poglądami, uczą języka sąsiada, poznają jego kulturę. - To kształtuje tolerancję i szacunek dla innych narodów – zaznacza D. Nowak. - Traktat z Schengen bardzo ułatwia nam współpracę, bo nasi uczniowie mogą swobodnie przekraczać granice bez uciążliwych kontroli – dodaje.

Lokomotywa dla regionu

Marszałek województwa lubuskiego Elżbieta Anna Polak nie ma wątpliwości, że wejście Polski do strefy Schengen, poprzedzone naszym przystąpieniem do Unii Europejskiej, wpłynęło na rozwój całego regionu. – Przyniosło to przede wszystkim korzyści wynikające z otwarcia dla Polski rynku pracy w Niemczech. Ze względu na bliskość granicy, mieszkańcy Lubuskiego zyskali nowe perspektywy związane ze swobodnym przepływem pracowników. Zniesienie kontroli na polsko-niemieckiej granicy jeszcze bardziej ułatwiło współpracę regionalną i transgraniczną, pozwoliło na realizację wspólnych przedsięwzięć, służących rozwojowi pogranicza. Udało się zrealizować setki dużych i tysiące małych projektów transgranicznych na wszystkich szczeblach samorządu. Jako współprzewodnicząca Polsko – Niemieckiego Komitetu ds. Współpracy Międzyregionalnej Polsko-Niemieckiej Komisji Międzyrządowej, dostrzegam wiele pozytywnych zmian w relacjach polsko-niemieckich, czego przykładem jest dobre wykorzystanie środków UE na pograniczu. Powstają polsko-niemieckie przedszkola, szkoły, biura, oraz miejsca spotkań, w których mieszkańcy pogranicza obu krajów poznają kulturę, historię i zwyczaje drugiego narodu – mówi.

Powrót do przeszłości? Nigdy!

Kto pamięta życie przed Schengen nie ma wątpliwości, że powrót do tamtych czasów zahamowałby rozwój nie tylko pogranicza. Komisja Europejska wyliczyła, że gdyby doszło do rozpadu strefy Schengen, kosztowałoby to gospodarkę UE od 7 do 18 mld euro rocznie (0,05-0,13 proc. unijnego PKB). Najwięcej straciłaby Polska, Niemcy i Holandia. Do tego trzeba by jeszcze doliczyć wydatki z powodu kosztowniejszego transportu drogowego spowodowane kontrolami granicznymi i kolejkami na przejściach. Szacunki w przypadku Polski mówią o 500 mln euro rocznie. – Byłby to też fatalne dla naszych kontaktów – uważa Michael Kurzwelly, artysta z Frankfurtu, który jeszcze przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, mówił o dwumieście i nazwał je Słubfurtem. – Nie wyobrażam sobie, żeby mogły wrócić kontrole na granicy - dodaje. Wspomina, że jak Polska weszła do strefy Schengen, z radości kilka razy przejechał rowerem przez most, okrążył rondo w Słubicach i wrócił do Frankfurtu. – Nie mogłem się nacieszyć, że nie ma już kontroli - mówi. Wiedział, że współpraca obu miast dzięki temu wyraźnie przyśpieszy. Nie pomylił się.

---

Tekst: Beata Bielecka / Fot. Adam Czerneńko
 

Chcesz dodać komentarz do artykułu? Zaloguj się lub zarejestruj swoje konto na portalu.

Reklama
Reklama

Ostatnie komentarze

Sonda internetowa

Czy podoba Ci się nowy herb powiatu słubickiego?
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama